Anna Jarek, Kąclowa


Wszystkim się zajmuję – mówi Anna Jarek, ludowa artystka z Kąclowej. Obrazy ze słomy robię, rzeźby z korzeniami, ziołami ludziom pomagam. I tak przez całe życie...

Kobieta skończyła 87 lat. Należy do ostatniego pokolenia autentycznych twórców ludowych, samouków. – Tatuś mi umarł jak miałam dwa lata, mama została z kilkorgiem dzieci. Przed II wojną światową nie było pracy – opowiada Anna Jarek. – Na wielkiej biedzie jestem wychowana. Przez 40 lat piekłam po weselach. Szyłam na maszynie, nawet koszule i sukienki do ślubu. Wszystko aby parę groszy zarobić. Miałam 38 lat jak zmarł mi mąż. Sama wychowałam piątkę dzieci i wszyscy wyszli na ludzi. Czterech synów służyło w armii, córka jest w klasztorze Sióstr Służebniczek w Tarnowie. To ona pokazała mi jak się prasuje słomkę na obrazy. Tylko raz pokazała a ja zrobiłam obraz na okolicę i poza granicę, do Ameryki i do Rzymu. Na obrazach najchętniej umieszcza motywy z wiejskiego życia, sceny religijne, obyczajowe.

- Jak żyto dojrzewa to je zbieram – zdradza swoje sekrety pani Jarek. – Zielone suszę na słońcu przez miesiąc. Wysuszone słomki prasuję żelazkiem i układam obraz, na wykonanym wcześniej rysunku, słomka po słomce. Przyklejam lakierem i gotowe. Oprócz słomoplastyki Pani Jarek tworzy rzeźby z korzenia, korali i muszli. Są to kwiaty, obrazy, krzyże, zwierzęta. Nad piecem wisi żyrafa. Z drugiej ściany przygląda się jej koń. Kolejną pasją pani Anny jest ziołolecznictwo. Niechętnie o tym opowiada. Uważa że ludziom trzeba pomagać, a nie mówić o tym.

Piotr Drobysz, artykuł z Gazety Krakowskiej.